Sokoły, wino i dwa miecze. Kulisy dyplomacji między Krzyżakami a Jagiellonami

Szczegółowa czarno-biała rycina przedstawiająca średniowiecznego króla w koronie i bogatej szacie, siedzącego na tronie. Po prawej stronie, na jednym kolanie klęczy sokolnik, który z szacunkiem prezentuje królowi dużego sokoła siedzącego na jego rękawicy. Za klęczącym mężczyzną stoi liczny orszak dworzan i asystentów, w tym mężczyzna trzymający klatkę z innym ptakiem. Tło ilustruje wnętrze zamku.

Artykuł został opracowany na podstawie publikacji naukowej: Marek Radoch, Do ut des, czyli rzecz o darze w kontaktach wielkich mistrzów krzyżackich z Władysławem Jagiełłą i z Witoldem

"Do ut des" - daję, abyś dał. To starożytna rzymska maksyma, która w średniowieczu stała się niepisanym prawem dyplomacji. W świecie, gdzie gest znaczył więcej niż tysiąc słów, a luksusowy przedmiot był symbolem władzy, wielcy mistrzowie Zakonu Krzyżackiego, król Władysław Jagiełło i wielki książę Witold prowadzili skomplikowaną grę. Grę, w której stawką był pokój, sojusz, albo... czas na przygotowanie wojny. A orężem w tej grze były nie miecze, lecz sokoły, konie, wino i... karły.

Wyobraźmy sobie surowy, ceglany Malbork na początku XV wieku. W komnatach wielkiego mistrza Konrada von Jungingen panuje chłód, ale atmosfera polityczna jest gorąca. Stosunki z Polską i Litwą są napięte jak cięciwa kuszy. Jednak zamiast wysyłać zbrojne hufce, mistrz wysyła... sokoła. I to nie byle jakiego - ptaka, który w łowach nie ma sobie równych. Ten gest to nie przypadek. To element wielkiej machiny średniowiecznej dyplomacji, w której dar był językiem zrozumiałym dla każdego władcy, od Atlantyku po stepy Rusi.

W oparciu o fascynujące badania Marka Radocha, zawarte w artykule opublikowanym w "Echach Przeszłości", przyjrzyjmy się temu niezwykłemu zjawisku. Jak wyglądała wymiana prezentów między Krzyżakami a Jagiellonami? Co mówią nam o tym zakonne księgi rachunkowe i kroniki? I czy dar zawsze oznaczał przyjaźń?

Sztuka obdarowywania: protokół i prestiż

W średniowieczu dar nie był bezinteresownym upominkiem. Brunetto Latini, XIII-wieczny myśliciel i nauczyciel Dantego, ujął to dosadnie: "przyjęcie daru to nic innego, jak oddanie w zakład własnej wolności". Przyjmując prezent, władca zaciągał dług wdzięczności, który musiał spłacić - najlepiej jeszcze wspanialszym darem. Działało to w obie strony: do ut des.

W ówczesnej dyplomacji istniały dwa główne style czy też ceremoniały: zachodni i wschodni. Choć różniły się detalami, oba przywiązywały ogromną wagę do oprawy. Uroczysty wjazd poselstwa, audiencje, uczty - to był teatr władzy. A kulminacyjnym momentem tego spektaklu było wręczenie darów. Darczyńca w liście prosił o łaskawe przyjęcie "skromnych" upominków, a obdarowany miał obowiązek wylewnie podziękować, wymieniając każdy przedmiot z osobna, co pozwala historykom na dokładne śledzenie tych przepływów.

Dla badaczy listy i księgi rachunkowe (takie jak słynna Marienburger Tresslerbuch - Księga Podskarbiego Malborskiego z lat 1399-1409) są kopalnią wiedzy. Dzięki nim wiemy nie tylko, co dawano, ale ile to kosztowało, kto te dary woził i w jakich okolicznościach były wręczane.

Pierzasta dyplomacja: sokoły dla Króla Łowczego

Jeśli istniał prezent idealny dla Władysława Jagiełły, był nim sokół. Polski król słynął z pasji myśliwskiej. Łowy były dla niego rozrywką i stylem życia i sposobem sprawowania władzy (objazd kraju połączony z polowaniami). Krzyżacy doskonale o tym wiedzieli. Mimo że Polska sama słynęła z doskonałych ptaków łowczych i eksportowała wiedzę sokolniczą, dary z Malborka były przyjmowane w Krakowie z otwartymi rękami.

Wymiana "pierzastych cacek" była intensywna i często towarzyszyła momentom politycznego przesilenia:

  • W 1400 roku, gdy napięcie na granicy rosło, a krzyżacki komtur powiesił polskiego poddanego, Konrad von Jungingen wysłał do Krakowa sokoły z sokolnikiem Piotrem. Był to gest łagodzący.
  • W maju 1401 roku, tuż po osobistym spotkaniu z Jagiełłą w Złotorii, mistrz pisał z nadzieją: "Posyłamy jednego sokoła, który w przeszłym i obecnym roku wiele wykazał się w lataniu i chwytaniu ptaków". Zapewniał, że w całym zakonnym państwie nie ma lepszego ptaka.
  • W 1404 roku, podczas rozejmu w Raciążku, do Krakowa pojechało aż 12 sokołów. Był to wyraźny sygnał: "chcemy zgody, doceńcie naszą hojność".
  • W lutym 1409 roku, zaledwie pół roku przed wybuchem Wielkiej Wojny, nowy wielki mistrz Ulryk von Jungingen (brat Konrada) wysłał Jagielle 8 sokołów i jednego jastrzębia. Król był tak zachwycony, że w liście z Sandomierza poprosił mistrza, by ten bez wahania wskazał, co chciałby dostać w zamian - czy to z Korony, Litwy czy Rusi.

Sokoły były walutą dyplomatyczną najwyższej próby. Na przełomie XIV i XV wieku dobry ptak łowczy w Polsce kosztował tyle, co para koni roboczych. Ale dla króla-myśliwego ich wartość była bezcenna - była miarą szacunku i uznania jego monarszej godności.

Zwierzęta w służbie polityki: od psów po lwy

Sokoły to nie wszystko. Menażeria dyplomatyczna była znacznie bogatsza i często służyła do wywołania efektu "wow" lub podkreślenia osobistej więzi.

  • Konie: Były standardowym, ale zawsze mile widzianym darem, symbolem rycerskości. W 1405 roku Konrad von Jungingen podarował Jagielle dwa ogiery z mosiężnymi uzdami. Witold, wielki książę litewski, również był hojnie obdarowywany wierzchowcami - w 1408 roku dostał ich kilka, w tym dwa warte zawrotną sumę 30 grzywien.
  • Psy: W maju 1407 roku, po śmierci wielkiego mistrza Konrada, jego ulubiona suczka wabiąca się "Viol" (Fiołek), wyposażona w nową srebrną obrożę, została wysłana... królowej Annie Cylejskiej, żonie Jagiełły. Był to gest niezwykle osobisty, symbolizujący przekazanie "dziedzictwa" przyjaźni (lub jej pozorów).
  • Egzotyka i osobliwości: Władcy lubili zaskakiwać i pokazywać zasięg swoich wpływów. W 1406 roku Jagiełło przesłał do Malborka żubra - zwierzę rzadkie i budzące podziw w zachodniej Europie, symbol potęgi litewskich puszcz. W 1427 roku król Polski poszedł o krok dalej, ofiarowując wielkiemu mistrzowi Pawłowi von Rusdorfowi... dwa wielbłądy! Był to pokaz możliwości logistycznych i kontaktów ze Wschodem. Z kolei Witold otrzymał od Ulryka von Jungingen w 1408 roku żywego lwa ze zwierzyńca w Sztumie - królewski dar dla ambitnego księcia.

Szczególnym rodzajem "żywego daru", który dziś może budzić kontrowersje, byli ludzie. W tamtych czasach na dworach europejskich modne było posiadanie karłów i błaznów (tzw. kuriozów). Dwór krzyżacki słynął z ich utrzymywania. Witold wiedział o tym i w latach 1420-1422 wysyłał do Malborka karły, co spotykało się z entuzjastycznymi podziękowaniami mistrza Michała Küchmeistera. Mistrz pisał wprost: "ten dar jest nam zupełnie upodobany". W rewanżu Paweł von Rusdorf wysłał Witoldowi błazna imieniem Henne, który miał bawić litewski dwór swoimi pretensjami do bycia rycerzem.

Stół i garderoa: wino, ryby i szuby

Dyplomacja przechodziła też przez żołądek. Wymiana delikatesów była na porządku dziennym, zwłaszcza w okresach postu, których w kalendarzu liturgicznym było wiele.

  • Ryby: W postnym średniowieczu dobra, świeża ryba była rarytasem. Krzyżacy regularnie słali do Polski jesiotry (np. 5 sztuk w 1402 roku) i śledzie (całe łaszty!). Witold rewanżował się bieługami łowionymi w rzekach wpadających do Morza Czarnego - rybami, których w Bałtyku nie znano.
  • Wino: Dobre wino, zwłaszcza reńskie czy burgundzkie (z Auxois), było towarem luksusowym, który Krzyżacy sprowadzali z zachodu. Beczki wina wędrowały z Malborka do Krakowa (dla królowej Anny) i na Litwę (dla żony Witolda). Wino Reinfal (słodkie wino z Istrii, zwane w Polsce rywułą) było szczególnie cenione jako trunek deserowy.
  • Słodycze: Głowy cukru (stożki, w jakich sprzedawano rafinowany cukier trzcinowy) były drogim i eleganckim prezentem. W 1409 roku karzeł Niclos wiózł cztery takie głowy aż na Litwę do Witolda, pokonując 70 mil.

Nie zapominano o luksusowych przedmiotach użytkowych. Srebrne puchary (często inkrustowane kamieniami), złocone naczynia, a także futra. W 1411 roku, już po wielkiej wojnie i bitwie grunwaldzkiej, mistrz Henryk von Plauen dał Jagielle 12 srebrnych naczyń, a król zrewanżował się sobolimi szubami. Witold w 1400 roku otrzymał od Krzyżaków pozłacany hełm i aż 61 innych hełmów - dar tyleż cenny, co praktyczny dla wojowniczego księcia, który szykował się na wyprawy.

Kobiety w dyplomacji darów

Ciekawym wątkiem, często pomijanym w wielkiej historii, jest rola żon władców. Krzyżacy doskonale rozumieli, że droga do serca (i decyzji politycznych) monarchy może wieść przez jego małżonkę. Dary dla królowych i księżnych były stałym elementem strategii zakonu.

  • Królowa Jadwiga otrzymała od Konrada von Jungingen w 1397 roku tajemnicze "bezkręgowce" (być może cenne muszle lub korale używane w lecznictwie i jubilerstwie), za co dziękowała w liście.
  • Anna Cylejska, druga żona Jagiełły, była regularnie obdarowywana. W 1402 roku dostała 4 sztuki drogiego sukna z Brukseli i wino. To do niej trafił wspomniany piesek po zmarłym mistrzu Konradzie.
  • Anna Witoldowa i później Julianna Witoldowa również były celem krzyżackiej kurtuazji. Anna otrzymywała wino (w tym włoskie), instrumenty muzyczne (klawikord i portatyw - małe organy), a w 1400 roku podczas wizyty w Prusach została obsypana klejnotami (pierścieniami z perłami) i rękawiczkami.

Te prezenty nie były tylko wyrazem szacunku. Były inwestycją w "dobry klimat" na dworze potencjalnego wroga, próbą zjednania sobie wpływowych kobiet, które mogły łagodzić nastroje swoich mężów.

Dary w cieniu wojny: 1409-1410

Najbardziej fascynujący jest okres tuż przed Grunwaldem. Mimo narastającego napięcia, oskarżeń i przygotowań do wojny, wymiana darów trwała w najlepsze. Wymieniane w lutym 1409 roku sokoły (Jagiełło dostał ich aż osiem!) to dowód na to, jak bardzo obie strony starały się zachować pozory normalności lub... uśpić czujność rywala. Polityka do ut des trwała do samego końca.

Jan Długosz, nasz wielki kronikarz, zanotował, że nawet po niekorzystnym dla Polski rozejmie w październiku 1409 roku lud podejrzewał, że doradcy królewscy zostali "przekupieni darami". Świadczy to o tym, że opinia publiczna była świadoma tej gry i patrzyła na nią z podejrzliwością.

A potem nadszedł lipiec 1410 roku. Pola pod Grunwaldem. I najsłynniejszy dar w historii Polski - dwa nagie miecze. To nie był zwykły prezent. To był rytualny gest, wyzwanie, element rycerskiego ceremoniału, który w interpretacji Długosza i polskiej tradycji stał się aktem pychy i arogancji. Heroldowie krzyżaccy przynieśli miecze Jagielle i Witoldowi, sugerując, że król chowa się w lesie ze strachu i oferując mu broń do walki. "Przyjmuję te miecze jako wróżbę zwycięstwa" - miał odpowiedzieć Jagiełło (według legendy). W kontekście lat wymiany uprzejmości, sokołów, wina i koni, ten gest był zerwaniem wszelkich masek. Dyplomacja do ut des się skończyła. Zaczęła się rzeź.

Gra pozorów?

Czy te wszystkie dary były szczere? Zapewne nie. Były narzędziem polityki. Depersonalizowały konflikt - pozwalały władcom rozmawiać jak "kuzyni" i "bracia", nawet gdy ich armie szykowały się do bitwy. Ułatwiały rokowania, łagodziły spory graniczne, budowały kanały komunikacji.

Gdy czytamy rachunki z malborskiego zamku, widzimy, że Jagiełło i Witold byli najczęściej obdarowywanymi władcami w okresie największej potęgi Zakonu (1399-1409). Co ciekawe, Witold otrzymywał dary częściej i bywały one bardziej spektakularne - Krzyżacy wyraźnie starali się go przeciągnąć na swoją stronę lub przynajmniej poróżnić z Jagiełłą, grając na jego ambicjach i niezależności (stąd np. dar lwa czy hojne dary dla jego żony).

Historia darów na linii Kraków-Malbork-Wilno to lekcja o tym, że w polityce nie ma pustych gestów. Każdy sokół, każda beczka wina i każdy karzeł mieli swoje zadanie. I choć ostatecznie przemówił oręż, to przez lata te "miękkie" narzędzia dyplomacji utrzymywały kruchy pokój w tej części Europy. A zasada do ut des sprawdzała się dopóty, dopóki stawka nie stała się zbyt wysoka. Wtedy sokoły musiały ustąpić miejsca mieczom.


Słowniczek terminów historycznych

  • Do ut des (łac.) - "daję, abyś dał". Zasada prawna i obyczajowa, oznaczająca wzajemność świadczeń. W dyplomacji oznaczała oczekiwanie rewanżu za otrzymany dar.
  • Knecht - w średniowieczu żołnierz piechoty, ale w dokumentach zakonnych (księgach podskarbiego) termin ten często oznacza po prostu sługę, pachołka lub zbrojnego na służbie Zakonu, wykonującego różne zadania, w tym transport darów.
  • Ordynaria - wynagrodzenie wypłacane służbie i pracownikom nie w pieniądzu, lecz w naturze (zboże, żywność, odzież).
  • Propinacja - wyłączne prawo właściciela dóbr (np. szlachcica, klasztoru, zakonu) do produkcji i sprzedaży alkoholu (piwa, wódki) w swoich włościach, stanowiące ważne źródło dochodu.
  • Wielki szafarz - jeden z najwyższych urzędników zakonu krzyżackiego, odpowiedzialny za handel, zaopatrzenie i finanse państwa zakonnego. To przez jego ręce przechodziły zakupy luksusowych towarów na prezenty.
  • Reinfal - rodzaj słodkiego wina (prawdopodobnie z Istrii), popularnego w średniowieczu jako trunek deserowy, sprowadzanego do Polski i Prus.

Prześlij komentarz

0 Komentarze