W cieniu czerwonej cegły i przydrożnych kapliczek: codzienność, tożsamość i pamięć na Warmii przełomu XIX i XX wieku

Czarno-biała rycina w stylu drzeworytu przedstawiająca wnętrze tradycyjnej warmińskiej "białej kuchni". W centrum kobieta w stroju ludowym wyrabia masło w drewnianej kierzance. Po lewej stronie znajduje się masywny piec kaflowy, a na bielonej ścianie wiszą krzyż i obraz religijny. Przez okno widać ceglane zabudowania gospodarcze oraz przydrożną kapliczkę

Krajobraz jako palimpsest pamięci

Warmia przełomu XIX i XX wieku to kraina rozpięta nie między lasami a jeziorami oraz między wielką historią europejskich mocarstw a mikrokosmosem wiejskiej chaty. To przestrzeń, w której dym z archaicznej "czarnej kuchni" mieszał się z zapachem pieczonego w nowoczesnym piecu chleba, a stukot tkackich krosien wyznaczał rytm zimowych wieczorów równie nieubłaganie, jak dzwony neogotyckich kościołów odmierzały porę na "Anioł Pański". Aby w pełni zrozumieć ten świat - świat, który w dużej mierze odszedł w niepamięć w roku 1945, stając się mityczną "Atlantydą Północy" nad przedmiotami codziennego użytku i strukturą wiejskiego siedliska. To w nich, w wytartych trzonkach narzędzi, w precyzyjnych haftach czepców i w chłodzie glinianych dwojaków, zaklęta jest prawdziwa, organiczna historia ludzi, którzy tę ziemię zamieszkiwali i kształtowali.

Punktem wyjścia dla naszych rozważań jest wieś Giławy oraz konkretne siedlisko pod numerem 42. To tutaj, jak w soczewce, skupiają się losy całego regionu: od średniowiecznej lokacji na prawie chełmińskim, przez pruskie reformy agrarne XIX wieku ("pruska droga do kapitalizmu"), aż po dramatyczne wybory tożsamościowe plebiscytu 1920 roku i powojenne przesiedlenia. Analizując architekturę, wyposażenie wnętrz i narzędzia rolnicze zgromadzone w zbiorach muzealnych, odtworzymy cykl życia warmińskiej rodziny, od narodzin, przez pracę, świętowanie, aż po śmierć,  osadzając go w szerokim kontekście procesów społecznych i cywilizacyjnych Europy Środkowej.

Giławy - mikrokosmos pogranicza w świetle wielkiej historii

Geneza i dualizm nazewnictwa

Wieś Giławy, założona w 1407 roku przez Kapitułę Warmińską w sercu puszczy, nad jeziorem Serwent, od początku swego istnienia nosiła piętno pogranicza. Akt lokacyjny, wystawiony dla zasadźcy Jacoba zwanego Gillau, syna Mykensa Sirwinthen, wprowadził do obiegu dwie nazwy: Sirwinthen i Gillau. Ten dualizm nazewniczy, funkcjonujący przez stulecia, zapowiadał złożoną strukturę etniczną i kulturową tego miejsca. Warmia, będąca dominium biskupim w ramach Prus Królewskich, a po 1772 roku częścią Prus Wschodnich, zawsze stanowiła enklawę katolicką otoczoną morzem protestantyzmu (Mazury).

Wiek XIX przyniósł wsi Giławy największe przeobrażenia demograficzne i społeczne. Spisy ludności z tego okresu rysują obraz społeczności silnie zakorzenionej w żywiole polskim, a jednocześnie funkcjonującej w ramach sprawnie zarządzanego, biurokratycznego państwa pruskiego. W 1861 roku na 282 mieszkańców Giław aż 261 (czyli ponad 92%) deklarowało język polski jako ojczysty. Była to jednak specyficzna polszczyzna - gwara warmińska, nasycona germanizmami w sferze technicznej i urzędowej, ale jednoznacznie słowiańska w swojej strukturze gramatycznej i brzmieniu.

🛡️ Zobacz również: Biskupi kontra Krzyżacy – narodziny autonomii

Zanim Warmia stała się katolicką enklawą w protestanckich Prusach, jej granice i odrębność wykuwały się w trudnych, średniowiecznych realiach. Jeśli chcesz zrozumieć, skąd wzięła się ta niezwykła niezależność regionu, zobacz nasz artykuł o konflikcie z Zakonem. To właśnie z niego dowiesz się, jak wyglądała historia Świętej Warmii oraz w jaki sposób potężne dominium biskupie broniło swojej tożsamości.

Pruska droga do kapitalizmu i transformacja przestrzenna

Kluczowym procesem, który ukształtował krajobraz Giław i całej Warmii w XIX wieku, była tzw. "pruska droga do kapitalizmu". Termin ten, ukuty przez Włodzimierza Lenina, opisuje specyficzny model transformacji ustrojowej na wsi, polegający na uwłaszczeniu chłopów przy zachowaniu dominującej pozycji wielkiej własności ziemskiej. Choć w Giławach obserwujemy życie z perspektywy chłopskiej zagrody, to właśnie ten pruski system agrarny, oparty na koegzystencji bogatych gburów i potężnych majątków junkierskich, napędzał dynamiczną modernizację techniczną rolnictwa w całym regionie.

Dla Giław oznaczało to rewolucję w strukturze przestrzennej. Tradycyjna, zwarta zabudowa wsi (często w formie ulicówki lub wielodrożnicy) zaczęła "pękać". W wyniku reform uwłaszczeniowych (regulacja gruntów) oraz separacji (zniesienie serwitutów i szachownicy pól), grunty zostały scalone (komasacja). Bogatsi gospodarze (gburo, jak nazywano ich w gwarze, od niemieckiego Bauer), szukając przestrzeni do rozwoju i lepszego dostępu do swoich nowych, scalonych pól, zaczęli przenosić swoje siedliska poza centrum wsi.

Tak narodził się fenomen "wybudowań", zwanych też "koloniami" (w gwarze warmińskiej: zabudowania na plonach). To właśnie na takiej kolonii, z dala od kościoła, szkoły i karczmy, w otoczeniu lasów i pól, powstało gospodarstwo, które jest głównym bohaterem naszej opowieści. Dom pod dzisiejszym numerem 42, choć w księgach wieczystych odnotowany pod rokiem 1896, posiada przy wjeździe krzyż z datą 1880, co sugeruje, że proces zasiedlania tego "nowego lądu" rozpoczął się wcześniej. Był to akt pionierski - wyjście z bezpiecznego kręgu sąsiedzkiego w przestrzeń otwartą, wymagającą większej samodzielności i zaradności.

1807

Zniesienie poddaństwa w Prusach

Edykt październikowy i początek zmian społecznych.

Początek procesu emancypacji chłopów. Dokument dawał im wolność osobistą i otwierał nową możliwość nabywania ziemi, co miało kluczowy wpływ na dalszy rozwój Giław.

1820

Spis ludności

Pierwsze szczegółowe dane demograficzne wsi.

Według danych ze spisu ludności, Giławy zamieszkuje w tym czasie 109 osób. Wieś zachowuje jeszcze swoją w pełni tradycyjną strukturę.

1861

Kolejny spis ludności

Dynamiczny wzrost populacji i dominacja języka polskiego.

Spis wskazuje na ogromny wzrost populacji do 282 osób. Jednocześnie dane potwierdzają absolutną dominację języka polskiego, którym posługuje się w Giławach aż 261 osób.

1866

Nowe prawo budowlane

Początek ery "czerwonej cegły" na Warmii.

Wprowadzenie tzw. Bauordnung nakłada m.in. zakaz krycia strzechą nowych budynków. Prawo to znacząco wpływa na zmianę krajobrazu architektonicznego Giław i całego regionu.

1872

Kulturkampf

Trudny czas dla polskiej tożsamości.

Polityka państwa pruskiego doprowadza do usunięcia języka polskiego ze szkół. W odpowiedzi następuje jednak silna konsolidacja tożsamości katolickiej i narodowej wśród mieszkańców wsi.

1880

Budowa kolonii (Giławy 42)

Rozwój przestrzenny i komasacja gruntów.

Powstaje nowe gospodarstwo na tzw. "wybudowaniu" poza zwartą zabudową wsi. Jest to bezpośredni efekt procesów komasacji gruntów w regionie.

1898

Budowa kościoła w Giławach

Ufundowanie serca lokalnej parafii.

Budowa kościoła jest inicjatywą polskiej ludności i ważnym symbolem ich jedności. Otwarcie świątyni oznacza ogromny wzrost znaczenia parafii w życiu wsi.

Tożsamość w cieniu plebiscytu: fenomen "polskojęzycznych Niemców"

Dla współczesnego odbiorcy, przyzwyczajonego do prostych dychotomii narodowych (Polak - Niemiec), tożsamość mieszkańców Giław może wydawać się enigmą. Historiografia anglosaska, w szczególności przełomowe prace Richarda Blanke, wprowadziła pojęcie "Polish-speaking Germans" (polskojęzycznych Niemców), które trafnie opisuje skomplikowaną tożsamość ludności wschodniopruskiej, zwłaszcza Mazurów, ale w znacznym stopniu także Warmiaków.

Warmiacy, w odróżnieniu od protestanckich Mazurów, byli katolikami. Religia stanowiła tu potężny mur oddzielający ich od "lutrów" (ewangelików) i wiązała ich kulturowo z polskością - język polski był językiem modlitwy, pieśni kościelnych (kancjonałów) i liturgii słowa. Jednak lojalność państwowa i cywilizacyjna była inną kwestią. Prusy w drugiej połowie XIX wieku, mimo antypolskiej polityki Kulturkampfu i germanizacji szkolnictwa, oferowały coś, czego nie mogła zaoferować wyobrażona Polska (będąca wówczas pod zaborami): stabilność gospodarczą, porządek prawny (Rechtsstaat), nowoczesną infrastrukturę i awans cywilizacyjny.

Plebiscyt z 11 lipca 1920 roku stał się papierkiem lakmusowym tych nastrojów. W Giławach, wsi o tak silnych polskich tradycjach językowych i inicjatywach (budowa kościoła, polskie organizacje), wyniki były znaczące i niejednorodne:

  • 58 osób opowiedziało się za Polską.
  • 190 osób zagłosowało za Prusami Wschodnimi (Niemcami).

Ten wynik pokazuje pęknięcie, ale też specyfikę "tutejszości". Z jednej strony istniała silna, świadoma narodowo grupa identyfikująca się z polskością (co później zaowocowało m.in. powstaniem polskiej szkoły w latach 30. XX wieku). Z drugiej strony, pragmatyczna większość wybierała Heimat w granicach państwa niemieckiego, nie widząc sprzeczności między mówieniem w domu po polsku a lojalnością wobec Berlina. Andreas Kossert, wybitny niemiecki historyk regionu, podkreśla w "Ostpreußen. Geschichte und Mythos", że dla wielu mieszkańców tych ziem "ojczyzna" była pojęciem regionalnym, a nie narodowym. Warmia była ich kosmosem, a Berlin czy Warszawa odległymi abstrakcjami. Blanke dodaje, że dla tej grupy tożsamość narodowa była sprawą "egzystencjalną", ale rozumianą inaczej niż przez nacjonalistów z Warszawy czy Berlina - była to tożsamość oparta na przywiązaniu do ziemi, religii i lokalnej wspólnoty, a niekoniecznie do języka jako wyznacznika politycznego.

🗳️ Zobacz również: Plebiscyt 1920 – propaganda i wielka polityka

W Giławach wyniki plebiscytu 1920 roku ułożyły się w konkretne liczby, ale by w pełni zrozumieć ten fenomen, warto spojrzeć na szerszy obraz. Przeczytaj nasz artykuł o tamtych wydarzeniach, by dowiedzieć się, jak wyglądała dramatyczna walka o polskość w obliczu potężnej machiny propagandowej oraz co tak naprawdę ukształtowało skomplikowane losy Warmiaków, decydując o ostatecznym kształcie granic.

Architektura i przestrzeń - czerwona cegła jako symbol nowoczesności

Rewolucja materiałowa: Od drewna do cegły

Zbliżając się do gospodarstwa nr 42 w Giławach, uderza nas dominacja czerwonej cegły - materiału, który stał się wizytówką krajobrazu kulturowego Prus Wschodnich. Nie był to jednak wybór czysto estetyczny, lecz efekt splotu polityki państwowej i koniunktury gospodarczej. Do połowy XIX wieku dominowało budownictwo drewniane, kryte strzechą. Było ono tanie i dostępne, ale niezwykle łatwopalne. Częste pożary trawiły całe wsie, powodując ogromne straty gospodarcze. Przełomem stały się regulacje prawne, w tym ustawa budowlana (Bauordnung) z 1866 roku (oraz jej kolejne nowelizacje), która ze względów przeciwpożarowych de facto zakazywała krycia nowych budynków słomą i narzucała stosowanie materiałów niepalnych ("hartes Dach").

W tym samym czasie, po zwycięskiej wojnie z Francją w 1870/71 roku, do Rzeszy Niemieckiej napłynęły miliardy franków w złocie z kontrybucji wojennych. Część tych środków trafiła na wschód w formie kredytów i dotacji na modernizację rolnictwa. Warmiński gbur, dysponując gotówką i przymuszony prawem, zaczął budować z cegły. Powstały liczne cegielnie polowe, wykorzystujące lokalne pokłady gliny.

Opisywana chałupa w Giławach jest fascynującą hybrydą - "żywą skamieliną" okresu przejściowego. Zbudowana na solidnej kamiennej podmurówce (łączonej glinianą polepą), posiada ściany wewnętrzne murowane z cegły, co zapewniało stabilność i nowoczesny standard higieniczny. Jednak z zewnątrz budynek obłożony jest ciosanymi balami drewnianymi, uszczelnianymi mchem. To unikalne połączenie tradycji (drewno, mech - doskonała izolacja termiczna) z nowoczesnością (murowany szkielet, dachówka ceramiczna) pokazuje pragmatyzm warmińskiego chłopa: budował z tego, co miał pod ręką (las był tuż obok, na wyciągnięcie ręki), ale zgodnie z nowymi wymogami trwałości.

🚂 Zobacz również: Kolej i miasta – jak nowoczesność zmieniała wieś

Warmińska wieś nie funkcjonowała w izolacji. Wyprawy na olsztyński targ ze świeżym masłem i zakup nowoczesnych maszyn rolniczych to doskonały dowód na to, jak rozwój infrastruktury w Prusach napędzał zmiany na prowincji. Poznaj bliżej symbole pruskiego postępu, czytając o monumentalnej architekturze Czerwonego Gmachu przy ul. Klebarskiej oraz o fascynującej historii Pruskiej Kolei Wschodniej (Ostbahn), która połączyła region z wielkim światem.

Święta geometria zagrody i sacrum w krajobrazie

Tradycyjna zagroda warmińska (gburstwo) na przełomie wieków była zazwyczaj planowana na rzucie regularnego czworoboku. Był to zamknięty mikrokosmos, chłopska twierdza, która chroniła dobytek przed wiatrem, zimnem, dziką zwierzyną i "złym okiem".

Struktura zagrody w Giławach:

  • Chałupa mieszkalna: Ustawiona zazwyczaj szczytem do drogi, z reprezentacyjnym wejściem od podwórza. Szczyty domów zdobiły artystycznie wycinane "pazdury" (ozdoby szczytowe), a okiennice malowano na kolor zielony lub niebieski, co miało znaczenie symboliczne i estetyczne.
  • Stodoła: Największy i najważniejszy budynek gospodarczy. Często murowana z czerwonej cegły, z charakterystycznymi ażurowymi wywietrznikami układanymi z cegieł w geometryczne wzory, co zapewniało cyrkulację powietrza niezbędną do suszenia zboża i siana. To tu stał kierat - serce mechaniczne gospodarstwa.
  • Obora (Krównio) i Chlew (Świniarnio): Solidne budynki inwentarskie, często z nadbudową drewnianą na paszę. W chlewie znajdował się parnik - urządzenie z kominem do gotowania parowanych ziemniaków dla trzody, co było znakiem intensyfikacji hodowli.
  • Wozownia i Szopa: Miejsce na wozy, sanie, pługi i warsztat.

Granica zagrody nie była tylko fizyczna (płot, brama) - była też duchowa. Przy wjeździe do siedliska, na rozstaju dróg, niemal obowiązkowo stała kapliczka (kapelka) lub krzyż. Warmia, nazywana "Świętą Warmią" (Das Heilige Ermland), usiana jest tysiącami tych małych obiektów sakralnych. Po objawieniach w Gietrzwałdzie w 1877 roku, kult maryjny eksplodował z nową siłą. Kapliczki z czerwonej cegły, z niszami na figury Madonny lub świętych (Floriana, Rocha - chroniących od ognia i zarazy), stały się nieodłącznym elementem krajobrazu, wizualnie odróżniającym Warmię od protestanckich Mazur. Kapliczki pełniły funkcje religijne (majowe nabożeństwa, "Anioł Pański", różaniec), ale też społeczne - były miejscem spotkań, wymiany nowin, punktami orientacyjnymi. W Giławach przy drodze do opisywanego gospodarstwa stoi metalowy krzyż z datą 1880, co sugeruje, że poświęcenie siedliska zbiegło się z jego budową, nadając miejscu sakralny charakter od samego początku.

Serce domu - Ewolucja ogniska domowego od "czarnej" do "białej" kuchni

Technologia w służbie gospodyni

Wchodząc do sieni warmińskiej chałupy z przełomu wieków, wkraczamy w przestrzeń, która właśnie przechodziła swoistą rewolucję technologiczną. Pierwotnie centralnym punktem domu była "czarna kuchnia" - archaiczne pomieszczenie bez okien, z otwartym paleniskiem na środku, gdzie dym uchodził swobodnie w górę, wędząc przy okazji wiszące pod powałą kiełbasy i szynki. Ściany były tam czarne od sadzy i dymu, stąd nazwa. Było to rozwiązanie sięgające korzeniami średniowiecza - niebezpieczne pożarowo i niezdrowe dla oczu oraz płuc domowników.

W połowie XIX wieku, pod wpływem przepisów pruskich nakazujących likwidację otwartych palenisk w budynkach mieszkalnych, nastąpiła zmiana. Czarna kuchnia została zamknięta od góry sklepieniem, tworząc tzw. "wędzarnię kominową" na strychu (gdzie zbiegały się przewody kominowe z pieców w pokojach). Na dole zaś, w jednej z izb z dostępem do okna, instalowano "białą kuchnię" - piec kaflowy z żeliwną płytą (plotą) i fajerkami.

To była ogromna zmiana cywilizacyjna. Gotowanie stało się czystsze, bardziej kontrolowane, a system fajerek pozwalał na precyzyjną regulację temperatury. W chałupie w Giławach do 2007 roku zachowała się reliktowa czarna kuchnia, co jest ewenementem na skalę regionu, jednak życie codzienne rodziny Falaszków i ich poprzedników toczyło się już w kuchni białej.

Wyposażenie i rytuały kuchenne

Kuchnia była niepodzielnym królestwem kobiet (gburka). Mężczyźni wchodzili tu rzadko, zazwyczaj tylko by zjeść posiłek. Wyposażenie kuchni, jakie możemy oglądać w Muzeum Warmińskiego Gospodarstwa, to fascynujący przegląd ówczesnej inżynierii domowej:

  • Masielnice: Zbiory muzeum zawierają ewolucyjny szereg tych urządzeń - od prostych, tłokowych (kierzanki), po zaawansowane masielnice korbowe (skrzynkowe lub bębnowe). Wyrób masła był ciężką pracą fizyczną, ale też źródłem dumy i realnego dochodu (masło w osełkach sprzedawano na targu w Olsztynie).
  • Centryfuga: Urządzenie do mechanicznego odwirowywania śmietany z mleka. Jej obecność w wiejskiej kuchni na początku XX wieku świadczyła o wysokim poziomie kultury technicznej i nastawieniu gospodarstwa na produkcję towarową, a nie tylko samozaopatrzenie.
  • Gofrownice i żeliwne formy: Ciekawostką są ciężkie, żeliwne gofrownice przystosowane do wkładania w otwory fajerek pieca. Pieczenie gofrów było czynnością wymagającą wyczucia czasu. Tradycja mówi, że czas potrzebny na idealne wypieczenie jednej strony wafla odpowiadał czasowi odmówienia modlitwy "Zdrowaś Mario". Jest to doskonały przykład przenikania się sfery sacrum (modlitwa) i profanum (przyrządzanie jedzenia) w codziennych czynnościach - czas mierzono modlitwą, a nie zegarkiem.
  • Zarządzanie wodą: Mimo że w Giławach przy gospodarstwie istniała studnia z pompą, a w opisywanej chacie znaleziono rury doprowadzające wodę bezpośrednio do kuchni (co było wówczas luksusem!), w powszechnym użyciu wciąż były nosidła na wiadra (pydy). Woda była cennym zasobem - latem do mycia wykorzystywano staw lub jezioro, zimą myto się oszczędnie w miednicy w kuchni. Kąpiel całego ciała w ocynkowanej balii była cotygodniowym rytuałem, zazwyczaj sobotnim, przygotowującym do niedzielnej mszy.

Dieta: Prostota i samowystarczalność

Dieta Warmiaka była prosta, energetyczna i sezonowa. Podstawę stanowiły ziemniaki, kapusta, chleb razowy, kasze i nabiał. Mięso pojawiało się na stole rzadko, głównie w święta i podczas okresów wzmożonego wysiłku fizycznego (żniwa). W piwnicach (sklepach) - często budowanych jako oddzielne ziemianki wkopane w zbocza - przechowywano beczki z kiszoną kapustą (szatkowanie i deptanie kapusty było jesiennym świętem rodzinnym) oraz solonymi śledziami. Na strychach wędzono w zimnym dymie półgęski (regionalny przysmak z piersi gęsiej) i kiełbasy. Charakterystycznym elementem kultury kulinarnej było picie kawy - ale nie tej "prawdziwej". Na co dzień królowała kawa zbożowa (z jęczmienia, żyta, cykorii), którą gospodynie same paliły w specjalnych obrotowych rondlach nad ogniem. Prawdziwa kawa ziarnista (Bohnenkaffee) była dobrem luksusowym, rezerwowanym na największe uroczystości: wesela, chrzciny czy stypy.

Izba paradna i sypialnia - Przestrzeń reprezentacji i intymności

Izba paradna: Domowe sanktuarium

Największym, najlepiej oświetlonym i najładniej umeblowanym pomieszczeniem w warmińskiej chacie była "izba paradna" (Gute Stube, w gwarze: paradny jizba). Paradoks tego pomieszczenia polegał na tym, że było ono na co dzień... martwe. Nieogrzewane (lub ogrzewane bardzo rzadko), nieskazitelnie czyste, często zamknięte na klucz. Ożywano je tylko przy wielkich okazjach: chrzcinach, weselach, stypach czy dorocznej wizycie księdza po kolędzie.

Stały tu najlepsze meble, stanowiące posag gospodyni lub dziedzictwo po przodkach:

  • Kredens (kryjdens): Przeszklony mebel, w którym eksponowano paradną porcelanę (filiżanki, talerzyki), często zdobioną motywami kwiatowymi.
  • Kanapa (paradny zółfy): Mebel nie do siedzenia na co dzień, lecz do ozdoby.
  • Krzesła z "serduszkiem": Charakterystyczne dla meblarstwa ludowego tego regionu krzesła z oparciami, w których wycinano otwór w kształcie serca - symbol gościnności i serdeczności.

Na ścianach wisiały obrazy religijne - często barwne oleodruki w złoconych ramach, przywożone jako pamiątki z pielgrzymek do sanktuariów w Gietrzwałdzie czy Świętej Lipce. Obok nich wisiały portrety przodków i, co istotne, portret ślubny gospodarzy. Izba ta pełniła też prozaiczną, ale ważną funkcję gospodarczą - w jej chłodzie i czystości przechowywano świeżo upieczone bochenki chleba, które tam wolniej czerstwiały. Była to przestrzeń "na pokaz", materialny dowód statusu (gburstwa) i moralnej kondycji rodziny.

Sypialnia i dewocja prywatna

W sypialni rodziców (łojców) czy dziadków (ópów) centralne miejsce zajmowało masywne, drewniane łoże, przykryte wielkimi pierzynami. Warmińskie zimy bywały srogie, a sypialnie rzadko były intensywnie ogrzewane. Stąd powszechne użycie termoforów - metalowych, cynkowanych pojemników na wrzątek, zamykanych korkiem, które wkładano pod kołdrę, by ogrzać stopy przed snem.

Kluczowym elementem sypialni był "święty kąt" lub domowy ołtarzyk. Na specjalnej narożnej półce lub komodzie stały pasyjki, figurki Matki Boskiej, lichtarze i kancjonały. Pobożność Warmiaków była głęboka, rytualna i przenikała każdą sferę życia. Różaniec, godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP, litanie odmawiane wspólnie przez całą rodzinę były normą, zwłaszcza w zimowe wieczory lub gdy zaspy śnieżne odcinały drogę do kościoła. Zachowane w muzeum w Giławach stare kancjonały (książeczki do nabożeństwa) mają ogromną wartość historyczną. Często drukowane w języku polskim (nawet w czasach nasilonej germanizacji po 1872 roku), były "cichymi strażnikami" języka i tożsamości. Kobiety uczyły z nich dzieci czytać po polsku, przekazując w ten sposób dziedzictwo kulturowe w sferze domowej, poza kontrolą pruskiej szkoły.

Izba czeladna: Serce zimowego życia

Prawdziwe życie towarzyskie i gospodarcze w okresie jesienno-zimowym toczyło się w izbie czeladnej (ogólnej). Było to pomieszczenie wielofunkcyjne, ogrzewane piecem, w którym koncentrowała się aktywność domowników. To tu stał szlómbank (lub ślómbank) - sprytny mebel, który w dzień służył jako ława do siedzenia, a na noc, po wysunięciu dolnej skrzyni wypełnionej słomą lub siennikiem, zamieniał się w łóżko dla dzieci lub czeladzi. Zimą izba czeladna zamieniała się w warsztat tkacki i przędzalnię. Kobiety zbierały się w jednym domu na wspólne darcia pierza (fedrowanie) lub przędzenie wełny. Była to jedna z najważniejszych form życia towarzyskiego na wsi. Przy pracy śpiewano pieśni (często polskie, ludowe i religijne), wymieniano nowinki i opowiadano bajki. W tych opowieściach wciąż żyły dawne wierzenia - o kłobuku, demonie domowym, który przybierał postać zmokłej kury i znosił gospodarzowi bogactwa (zboże, pieniądze) ukradzione sąsiadom, w zamian za opiekę i duszę. To w tej izbie, przy turkocie kołowrotków, przekazywano tradycję ustną ("baje"), to tu rodziła się i trwała lokalna kultura, odporna na zewnętrzne naciski germanizacyjne.

---

Praca na roli - między tradycją a pruską maszyną

Kierat i silnik: modernizacja w praktyce

Rolnictwo na Warmii przełomu XIX i XX wieku znajdowało się w fazie dynamicznej modernizacji. Choć wciąż używano prostych narzędzi ręcznych, jak cepy (do młócenia niewielkich ilości zboża), sierpy czy kosy, do zagród coraz śmielej wkraczały maszyny. Warto odnotować, że kosa wyparła sierp przy żniwach zbożowych stosunkowo późno - przez długi czas uważano, że uderzanie kłosów "z zamachu" kosą jest brakiem szacunku dla chleba, który należało delikatnie ścinać sierpem.

Symbolem postępu technicznego był kierat - urządzenie transmitujące siłę pociągową zwierząt na napęd maszyn stacjonarnych. Koń lub wół, chodząc w kółko na podwórzu, obracał dyszel kieratu, a system wałów i przekładni przenosił ten ruch do stodoły, napędzając młockarnię (maszynę do oddzielania ziarna od kłosów) lub sieczkarnię (do cięcia słomy na paszę). W późniejszym okresie, jak w opisywanym gospodarstwie w Giławach, kieraty zaczęto zastępować silnikami spalinowymi (diesla) lub elektrycznymi. Silnik taki ustawiano na klepisku stodoły i pasem transmisyjnym łączono z młockarnią. Był to widomy znak "pruskiej drogi do nowoczesności" - nawet średniozamożny gbur miał dostęp do technologii, która w Kongresówce czy Galicji była rzadkością.

Standardem stała się również wialnia - drewniana maszyna z systemem sit i ręcznie napędzanym wirnikiem wytwarzającym wiatr, służąca do czyszczenia wymłóconego ziarna (oddzielania ziarna od plew i zanieczyszczeń).

Cykl roczny i samowystarczalność

Życie na gburstwie wyznaczał nienaruszalny rytm pór roku i roku liturgicznego:

  • Wiosna: czas orki (pługi i brony ewoluowały od drewnianych do fabrycznych, metalowych), siewu (często wciąż ręcznego, z płachty przewieszonej przez ramię - siewca kroczył po polu w rytmie niemal sakralnym) i sadzenia ziemniaków.
  • Lato: okres najintensywniejszego wysiłku - sianokosy i żniwa. Cała rodzina, włącznie z dziećmi zwolnionymi ze szkoły na tzw. "ferie kartoflane" czy żniwne, pracowała w polu od świtu do nocy. Posiłki donoszono na pole w dwojakach.
  • Jesień: wykopki, orka zimowa, przygotowanie zapasów na zimę. Kluczowym momentem było szatkowanie kapusty.
  • Zima: czas "martwy" w polu, ale intensywny w zagrodzie. To czas naprawy sprzętu, młócenia zboża w stodole, wywózki obornika na zamarznięte pola i wyrębu lasu na opał i budulec.

Gospodarstwo w Giławach było w dużej mierze samowystarczalne. Gbur musiał posiadać umiejętności wielu rzemieślników: stolarza, cieśli, kołodzieja, rymarza. W zbiorach muzeum zachowały się liczne narzędzia rzemieślnicze: strugi, dłuta, kopyta szewskie, formy do naprawy uprzęży końskiej. Filozofia życiowa nakazywała naprawiać przedmioty do skutku - nic się nie marnowało. Stare, zużyte ubrania cięto na paski i na krosnach tkano z nich kolorowe chodniki - szmaciaki, które izolowały od zimna i zdobiły podłogi.

Tożsamość "Tutejszych" - Polak, Niemiec, Warmiak?

Język serca a język władzy

W Giławach, podobnie jak w wielu wsiach południowej Warmii, językiem domowym była gwara. Dzieci w domu mówiły "po naszemu", ale przekraczając próg szkoły, zderzały się z twardym systemem pruskiej edukacji. Po zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku i wprowadzeniu ustaw Kulturkampfu (1872), język polski został całkowicie usunięty ze szkół ludowych (Volksschule) na terenie Prus, z wyjątkiem nauki religii na najniższym poziomie, co z czasem również ograniczano. Szkoła była dla wiejskiego dziecka oknem na świat, ale też narzędziem systemowej germanizacji. Uczono dyscypliny, szacunku dla Kajzera, geografii Rzeszy i niemieckiej kultury (Kulturträger). Mimo to, jak pokazują spisy, język polski przetrwał w sferze prywatnej. Nawet w 1910 roku, po niemal czterech dekadach intensywnej germanizacji, w Giławach 476 osób deklarowało narodowość polską (co w ówczesnych spisach często utożsamiano z językiem ojczystym).

Ogromną rolę w podtrzymywaniu polskości odegrała "Gazeta Olsztyńska", założona w 1886 roku. Była ona czytana w izbach czeladnych przy lampie naftowej, łącząc Warmiaków z szerszym ruchem narodowym, informując o świecie, ale też ucząc literackiej polszczyzny i drukując polskie powieści w odcinkach.

Problem "Polskojęzycznych Niemców" (Blanke)

Tutaj dochodzimy do najtrudniejszego i najbardziej fascynującego aspektu warmińskiej tożsamości, który często umyka w uproszczonych narracjach historycznych. Historyk Richard Blanke w swojej pracy "Polish-speaking Germans?" stawia tezę, że język nie był dla Warmiaków (i Mazurów) jednoznacznym wyznacznikiem narodowości w sensie politycznym. Można było modlić się po polsku z babcinego kancjonału, mówić gwarą przy darciu pierza, a jednocześnie czuć się lojalnym obywatelem państwa pruskiego.

Było to zjawisko "tożsamości państwowej" dominującej nad "tożsamością etniczną". Prusy kojarzyły się z praworządnością, postępem technicznym (kolej, nawozy sztuczne, maszyny), opieką socjalną i porządkiem. Polska - dla wielu Warmiaków nieznająca realiów zaboru pruskiego - jawiła się jako kraj "polskiej gospodarki" (w pejoratywnym niemieckim znaczeniu Polnische Wirtschaft), kojarzony z biedą i chaosem.

Dlatego w plebiscycie 1920 roku tak wielu "polskojęzycznych" zagłosowało za Prusami Wschodnimi. W Giławach wynik 58 głosów za Polską (przy 190 za Niemcami) był i tak relatywnie wysoki na tle całego regionu (gdzie w powiecie olsztyńskim za Polską padło zaledwie kilkanaście procent głosów). Świadczy to o istnieniu w Giławach silnego, świadomego jądra polskiego ruchu narodowego, ale większość mieszkańców wybrała status quo.

Heimat jako kategoria nadrzędna

Robert Traba i Andreas Kossert zwracają uwagę na kluczowe dla zrozumienia tej postawy pojęcie Heimat (mała ojczyzna). Dla Warmiaka Heimat to nie była abstrakcyjna "Wielka Germania" czy "Wielka Polska", ale konkretna wieś Giławy, parafia, krajobraz z kapliczką, bocianim gniazdem i jeziorem Serwent. To przywiązanie do regionu, do "swoich", było silniejsze niż nowoczesne ideologie nacjonalistyczne, które zaczęły agresywnie dzielić te społeczności dopiero w XX wieku, zmuszając do jednoznacznych deklaracji "albo-albo".

Religia jako bastion

Dla Warmiaka katolicyzm był nierozerwalny z tożsamością ("Polak-katolik" vs "Niemiec-luter"). Odróżniał go od Prusaka-luteranina i od sąsiada-Mazura. Pielgrzymki do Gietrzwałdu - jedynego miejsca objawień maryjnych na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej uznanego przez Kościół, gdzie Maryja przemówiła po polsku - były potężną manifestacją wspólnoty. W domach w Giławach ołtarzyki, obrazy "Serca Jezusowego", zwyczaj święcenia ziół na Matkę Boską Zielną, stawianie gromnicy w oknie podczas burzy - to wszystko budowało sferę sacrum, która była często utożsamiana z "polską wiarą", nawet jeśli politycznie wybierano państwo niemieckie.

Zmierzch świata i pamięć przedmiotów

Rok 1945 przyniósł gwałtowny koniec tego świata. Wejście Armii Czerwonej na Warmię w styczniu 1945 roku oznaczało koniec Heimatu w jego dotychczasowym kształcie. Ucieczki przed frontem przez zamarznięty Zalew Wiślany, gwałty, grabieże, wywózki mężczyzn na roboty przymusowe na Wschód, a potem powojenne wysiedlenia ludności niemieckiej i bolesna weryfikacja "autochtonów" przez nową polską władzę ludową, rozerwały tkankę społeczną wsi.

W chałupie nr 42 w Giławach po wojnie zamieszkała rodzina Falaszek (dawniej Valaschek) - Warmiacy, którzy zdecydowali się zostać (lub nie zdążyli uciec). Głowa rodziny, wcielony do Wehrmachtu (co było losem większości mężczyzn z regionu), wrócił z niewoli, spolszczył nazwisko na Falaszek i próbował żyć w nowej rzeczywistości. Ich powojenne losy - małżeństwa córek z sąsiadami, a w końcu stopniowe wyjazdy do Niemiec Zachodnich w ramach akcji łączenia rodzin w latach późniejszych - to typowa, gorzka powojenna historia Warmii. Puste domy zasiedlali przybysze z centralnej Polski (zrujnowanej wojną) i przesiedleńcy z Kresów Wschodnich, przynosząc swoje zwyczaje, język i traumy, często nie rozumiejąc specyfiki "tutejszych".

Dziś, dzięki pasjonatom takim jak Edward Cyfus i Izabela Lewandowska, pamięć o tym świecie wraca. Muzeum Warmińskiego Gospodarstwa w Giławach nie jest tylko zbiorem "starych gratów". Każdy przedmiot - masielnica, kierat, termofor, kancjonał - jest "świadkiem historii". Opowiada o trudzie codziennego życia, o zaradności gburów, o pobożności gburowych i o skomplikowanych losach pogranicza, które nie poddają się prostym ocenom.

W zwierciadle rzeczy - dziedzictwo "Atlantydy Północy"

Analiza życia codziennego mieszkańców Giław na przełomie XIX i XX wieku, dokonana przez pryzmat kultury materialnej zgromadzonej w Muzeum Warmińskiego Gospodarstwa oraz w świetle badań historycznych, prowadzi do kilku kluczowych wniosków:

  • Dualizm i synteza kulturowa: Kultura warmińska była fascynującą hybrydą. Polskość (język gwary, obyczaj ludowy, katolicka religijność) współistniała tu z niemieckością (państwowość, kultura techniczna, prawo, edukacja) w stanie dynamicznej równowagi. Tę równowagę zburzyły dopiero agresywne nacjonalizmy XX wieku i totalitaryzmy.
  • Nowoczesność w tradycji: Warmińska wieś przełomu wieków nie była skansenem zacofania. Dzięki "pruskiej drodze do kapitalizmu" była to wieś wchodząca w nowoczesność: zmechanizowana (kieraty, maszyny), budująca solidnie i ogniotrwałe (cegła), dbająca o higienę i edukację, choć w sferze duchowej i obyczajowej pozostająca głęboko tradycyjna.
  • Kobieta jako strażniczka tożsamości: Analiza przestrzeni domowej (kuchnia, izba czeladna, sypialnia) uwypukla kluczową rolę kobiet. To one, ucząc dzieci z polskich kancjonałów, pielęgnując gwarę w kuchni i przy kołowrotku, były faktycznymi depozytariuszkami tożsamości regionalnej, podczas gdy mężczyźni częściej wchodzili w interakcje z niemieckim systemem (wojsko, urzędy, praca).
  • Pamięć przedmiotu: Muzeum w Giławach udowadnia, że historia "wielka" jest zapisana w historiach "małych". Żelazko z duszą, stara gofrownica czy kancjonał mówią o przeszłości więcej i prawdziwiej niż niejeden podręcznik polityczny, pozwalając dotknąć fizycznego wymiaru egzystencji naszych przodków.

Warmia z przełomu wieków to świat utracony, "Atlantyda Północy", ale dzięki takim miejscom jak Giławy - nie zapomniany. Pozwala nam zrozumieć, że na pograniczach tożsamość rzadko jest czarno-biała, a życie codzienne toczy się własnym rytmem, często wbrew wielkiej polityce.

Prześlij komentarz

0 Komentarze